Tutaj samo energiczne napłynięcie niewiele da jeśli odpowiednio szybko nie zaczniemy wspinać się po wiosłach aż do punktu równowagi na przeszkodzie. Jeśli na chwilkę stracimy czujność - możemy się ześlizgnąć z powrotem przed przeszkodę. Wtedy cały dotychczasowy wysiłek musi być powtórzony co daje się szczególnie we znaki pod koniec etapu….. Zawsze dobrze jest mieć kogoś pod ręką - pożyczy wiosło, a wtedy możemy wspinać się już po dwóch wiosłach - jest łatwiej bo nie spychamy się na którąś stronę. Oczywiście cały czas szukamy wzrokiem jakiejś gałęzi czy sęka wystającego bezpośrednio z przeszkody - stabilniejsze to i pewniejsze (o ile oczywiście nie zostanie nam w ręku :)

[wstecz]