No i stało się. Był to chyba pierwszy spływ, na który skrzyknęliśmy się na twarzoksiażce. Marek ogłosił wydarzenie, na które zaprosił ponad 30 osób, a i tak popłynęliśmy we czworo: Marek, Kazik, Ania i ja.

Mieliśmy startować z Ossówna, ale niski poziom wody skłonił nas do odpuszczenia pierwszych 6 km i startu z wsi Drop, z mostu na drodze 637. Rankiem była piękna gęsta mgła, która dała chłopakom dobre możliwości zrobienia fajnych zdjęć. Zaczynaliśmy na bobrzej tamie właśnie od sesji zdjęciowej i w drogę.

Rzeczka ukazała nam swój charakter już na samym starcie – umiarkowana zwałeczka, bez specjalnych wymagających odcinków. Co jakiś czas w rzeczce robiło się więcej wody, co było oznaką tego że za chwilę będzie kolejna bobrza tama. Było ich około dziesięciu, z których najwyższa miała ponad metr różnicy poziomów wody.

W dolnym odcinku rzeki, gdzie Osownica płynęła głębokim jarem, widać było resztki zasp śniegowych, które dogorywały na mocnym lutowym słoneczku. W ciągu dnia słońce rozgrzało powietrze do ok 7-9 stopni, więc było naprawdę ciepło. Generalnie mieliśmy wrażenie że spływ odbywa się późna wiosną, a nie pośrodku kalendarzowej zimy.

Cały dystans 17 km pokonaliśmy w 5 godzin 51 minut wliczając w to dwie przerwy śniadaniowo-kawowe. Naprawdę miła wiosenna wycieczka w lutym 🙂

  • Osownica 23.02.2014